Polpettine in agro-dolce czyli sycylijskie pulpeciki cielęce w sosie słodko-kwaśnym

mięso, podróże | Wrzesień 11, 2016 | By

W sierpniu byliśmy na Sycylii. Dokładnie południowo-wschodniej części wyspy, tej moim zdaniem najprawdziwszej i najmniej turystycznej. Wyjazd był wspaniały, aż trudno wybrać, które miejsca zrobiły na nas największe wrażenie. 
 
Ponieważ postanowiliśmy podejść do wyjazdu metodycznie, jeszcze przed podróżą zaopatrzyliśmy się w odpowiedni książki i przewodniki kulinarne i tak narodził się ten przepis. Prosty do zrealizowania w naszym kraju, a jednocześnie tak inny od typowych jedzonych w Polsce pulpecików. Mocno słodki i jednocześnie mocno octowy smak niesamowicie przegryzają się z tak dobrym o tej porze roku pomidorem. Do tego delikatna cielęcina wzmocniona bardzo wyrazistym w smaku serem. Pycha! 
 
Największym problemem w przygotowaniu tego dania okazało się zdobycie giardiniery, czyli jak się okazało piklowanej sałatki warzywnej. Na szczęście okazało się, że chociaż w rodzinie dziadka Eugeniusza nie płynie raczej włoska krew, robienie „giardiniery”(w wersji zupełnie polskiej) ma w genach. Przy pomocy wyciągniętego z piwnicy słoika z przetworami uratowaliśmy przepis. Co ciekawe, o giardinierze nie słyszeli nawet pracownicy Piccola Italia. 
 
Pulpeciki są bardzo sycące i obawiam się, mocno kaloryczne. Raz w roku to jednak nie przestępstwo, a warto spróbować mięsa w zupełnie innym wydaniu!
Sycylijskie pulpeciki cielęce w sosie słodko-kwaśnym
Write a review
Print
na klopsiki
  1. 500 g cielęciny, dwukrotnie zmielonej
  2. 150 g startego sera pecorino
  3. 150 g kruszonego chleba lub bułki tartej
  4. 1 ząbek czosnku
  5. 1 łyżeczka natki pietruszki
  6. 2-3 lekko ubite jajka
  7. olej, sólo
na sos
  1. 1 cebula
  2. 150 g giardiniery lub sałatki warzywnej (piklowanej)
  3. 80g cukru
  4. 100 ml octu z czerwonego wina
  5. 800 g passaty pomidorowej lub sosu ze świeżych pomidorów
Instructions
  1. Wymieszaj składniki na klopsiki, uformuj małe kuleczki. Rozgrzej olej na głębokiej patelni - idealnie gdyby klopsiki mogły się zanurzyć. Na gorący olej wrzucaj klopsiki, smaż na złocisty kolor. Wyjmij z oleju i odsącz na ręcznikach papierowych.
  2. Weż kilka łyżek oleju z klopsików. Rozgrzej na patelni. Podsmaż cebulę na złoto, dodaj warzywa z giardinery - poduś razem. Zmieszaj cukier z ciepłą wodą (ok. 100 ml), octem i wlej na patelnię wraz z sosem pomidorowym. Duś kilka minut, na koniec dodaj klopsiki i duś razem jeszcze 5-8 minut. Przełóż danie do naczynia i pozwól, by danie ostygło. Najlepiej smakuje w temperaturze pokojowej.
  3. Smacznego!
Adapted from Przepis za książką Sicily wyd. Phaidon
Adapted from Przepis za książką Sicily wyd. Phaidon
. * WITH BROWNIE * . http://www.withbrownie.com/

 

01

02

03

04

05

06

07

Kozie sery z warmińskiej ziemi.

podróże, przetwory | Czerwiec 5, 2016 | By

Z okazji drugiego długiego majowego weekendu postanowiliśmy uciec z miasta. Okazało się jednak, że zdecydowanie za późno wpadliśmy na ten pomysł. Wszystkie nasze ulubione miejsca w okolicach Kazimierza Dolnego były już zajęte (żeby było jasne, nie jeździmy tam dla Kazimierza, ale dla jego okolic – jednych z najpiękniejszych naszym zdaniem rejonów Polski). Wszelkie małe miejsca typu b&b zabookowane są już na wszystkie najbliższe weekendy. Zdecydowaliśmy się więc na Klekotki. Niby trochę daleko – od Warszawy przynajmniej 3 godziny samochodem, ale i tak mieliśmy ochotę na roadtrip.
Samego miejsca nie będę opisywał, trzeba zobaczyć samemu, ale na pewno mocno tam odpoczęliśmy. Podczas pobytu mieliśmy okazję jeść przepyszne kozie sery, które jak się okazało, pochodzą z pobliskiego eko gospodarstwa.
I w ten właśnie sposób odkryliśmy Kozią Farmę Złotną. Właściciel po krótkiej rozmowie telefonicznej powiedział, że oczywiście możemy przyjechać, zobaczyć, spróbować, kupić na miejscu. Zupełnie nie wiedzieliśmy, czego się spodziewać. Jechaliśmy z nastawionym gpsem zastanawiając się, który budynek to „ta” kozia farma. Dodam, że na Warmii domy stoją od siebie w zdecydowanie większych odległościach niż w Warszawie, więc chwilę szukaliśmy tego wybranego. DSCF9008

DSCF9009

Kiedy już trafiliśmy na miejsce zobaczyliśmy niezbyt wielkie, schludne gospodarstwo otoczone zielonymi polami. Właściciel przyjął nas w nowym domu, w którym oprócz „lini produkcyjnej” mieści się też mini agroturystyka – dwa niezwykle ładne i gustowne pokoje, wykorzystujące architektoniczne rozwiązania nawiązujące do spuścizny regionu – muru pruskiego i starych desek z okolicznych tartaków i rozebranych stodół. Choć właściciele na Warmię przenieśli się spod Warszawy, świetnie wkomponowali swój sposób na życię w lokalny krajobraz.
Linia produkcyjna to niezbyt dobre określenie – wszystko jest jednak na najwyższym poziomie, nie tylko smakowym, ale tez sanitarnym, co warte jest docenienia. Zobaczyliśmy proces powstawania serów podpuszczkowych z dodatkiem kozieradki czy czarnuszki. Zakupiliśmy sporo kozie twarożku – pysznego i wyprodukowanego tego dnia, którego odwiedziliśmy farmę, więc super świeżego. Najlepszy okazał się jednak kozi ser dojrzewający, tzw. kozia rura 🙂 Testowaliśmy sery dojrzewające przez 10, 20 i 30 dni. Te najstarsze nam zdecydowanie najbardziej przypadły do gustu. Na tyle, że myśleliśmy głównie jak szybko pokonamy 280 km trasy i zjemy je w towarzystwie dobrego malbeca.

DSCF9010

DSCF9011

DSCF9012

DSCF9014

0

Największą atrakcją całej farmy jest, poza pysznymi serami, 140 kóz. Jak mówi właściciel – szczęśliwych kóz, które żyją tu chodząc po zielonych pastwiskach, jedząc warmińską trawę i dając pyszne mleko. Szczerze mówiąc nasz pobyt na farmie przedłużył się o jakąś godzinę, bo postanowiliśmy te szczęśliwe kozy poznać. Okazały się niezwykle pogodne i chętne do głaskania.
A my mieliśmy z tego prawdziwie dziecięcą radość.
 
P.S.
Gospodarstwo Kozia Farma Złotna jest certyfikowanym gospodarstwem ekologicznym. Sery można kupić u wybranych dostawców (w Warszawie np. na Biobazarze). Właściciele pokazali nam całą mapę podobnych miejsc na Warmii – cydrowni, sklepów, farm, lokali, pasiek w okolicy, które warto odwiedzić i które prowadzone są w duchu zrównoważonego rozwoju. Na pewno przy następnej okazji skorzystamy.

1

2

3

4

5

6

7

Coney Island, Nathan’s i Cyclone

podróże | Lipiec 15, 2015 | By

Pomysłem na tegoroczne wakacje był Nowy Jork. Zresztą Nowy Jork jest zawsze dobrym pomysłem! Bilety kupiliśmy z dużym wyprzedzeniem i chociaż znajomi uprzedzali, że czerwiec i lipiec to najgorsze możliwe miesiące – bo gorąco, bo duszno, bo wszyscy powyjeżdżali – to chyba nie mogło być lepszego terminu na wyjazd właśnie w to miejsce. Dla mnie ten rok był (i jest) szczególny, a jego patronką została Patti Smith. Podczas zimowych wakacji życia przeczytałem jej książkę – Poniedziałkowe Dzieci, Bartek czytał ją zaś w drodze do NYC. Cała wiosna upłynęła przy muzyce z jej winyli i na przeglądaniu fotografii Roberta Mapplethorpa, Wczesnym latem widzieliśmy Patti na żywo podczas Primavera Sound, a teraz nadszedł czas by zwiedzić Nowy Jork oczami Smith.

Miasto bardzo się zmieniło, ale oazą czasów Patti i Roberta pozostała Coney Island – dzielnica Brooklynu tylko z nazwy będąca wyspą.

Nie mogliśmy odmówić sobie 3. obowiązkowych punktów wycieczki. Po ponad godzinnej podróży dotarliśmy do upragnionego celu. Nie była nim jednak plaża ani park rozrywki (to odpowiednio miejsce 2. i 3. na naszej liście) a słynny bar z hot dogami „Nathan’s”. To właśnie to miejsce stanowiło główny punkt wyprawy Patti i Roberta i jako jedno z niewielu przetrwało do dziś.

Hot dogi wprawdzie nie okazały się tymi wymarzonymi, ale zdjęcie pod lokalem i słynnym szyldem bezcenne! 

Plaża przy Coney Island to raczej miejsce na długie spacery niż na leżenie – myślę, że większość nowojorczyków ceniących sobie estetykę ucieka w odleglejsze miejsca. Jest jednak w Coney Island coś kultowego, przede wszystkim niesamowita wypełniona ludźmi promenada i towarzyszące jej atrakcje stanowiące lokalny krajobraz – wielki Luna Park z mnóstwem nowoczesnych karuzeli, diabelskich młynów i kolejek. Na końcu tego nowoczesnego wesołego miasteczka stoi jednak najwspanialsza atrakcja – Cyclone. Ten rollercoaster stworzony został w 1927 roku i wciąż działa. To na nim Mariah Carey jeździ w teledysku Fantasy, a ponad 20 lat później w tej samej kolejce w teledysku do X.O. jeździ Beyonce. Drewniany tor wydaje się nieco zaniedbany ale to tylko potęguje poczucie grozy. Przeżycia są niesamowite – na tyle że jedyne zdjęcie jakie zrobiono nam podczas przejażdżki nie nadaje się do publikacji 🙂 

c02

c03

c04

c05

c07

c06